*Michael POV*
-Co ty wyprawiasz?!-krzyknąłem na nią,ale ona wyrwała mi narzędzie z ręki.I zrobiła 2 szybkie cięcia.
Nie zaprotestowała.
Byliśmy w swoich objęciach nie wiem ile dlatego,że straciłem poczucie czasu.Jej włosy pachniały różami.
-A teraz mi powiedz dlaczego to zrobiłaś?-pokazałem na prawy nadgarstek.W tym samym momencie odsunęła się ode mnie i spojrzała przez okno.
-Nie chcę o tym mówić.- jak to nie chce?
-Ally proszę- wyszła z łazienki, podążyłem za nią.
Nagle znaleźliśmy się w jej pokoju, tak bynajmniej myślę.
Usiadła na łóżku i pokazała bym zrobił to samo.
Klapnąłem obok niej i ująłem jej małe dłonie w swoje.
-Jack- wyszeptała.
-Jack co?-zadrżała.
-On..on mnie zgwałcił Michael- zaczęła płakać. Ale chwila, jak to kurwa zgwałcił?
-Jak to Cię zgwałcił- załkała
-Nie chcę o tym mówić- przytuliłem ją. - Proszę pomóż mi zapomnieć- odsunąłem ją od siebie.
-Jak?- wytarła swoje policzki.
-Tak- przybliżyła się do mnie i złączyła nasze usta w pocałunku. Gdy poczułem jej pełne wargi na swoich, przeszedł mnie prąd w dole kręgosłupa. Dziwne.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę.To na prawdę było dziwne nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułem.
Przestała mnie całować.Dlaczego?-Michael?Dlaczego mnie w tedy zostawiłeś??-byłem zdziwiony tym pytaniem.
-Musiałem coś....załatwić-chyba wyczuła że się zawahałem.Dlatego,że widziałem w jej oczach,że mi nie wieży.

-Aha...-tym razem ona się zawahała-Może będzie lepiej jak pójdziesz-zaproponowała wstając z łóżka i podchodząc do pianina.Zaczęła grać.
*Alice POV*
*Następny dzień. Szkoła*
-Przepraszam za spóźnienie- wpadałam zdyszana do klasy i wiecie co jak zwykle wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie.
-Pani Edwards znowu spóźniona- nie wiedziałam- proszę usiąść na miejsce.
Szybko przeszłam do mojej ławki i usiadłam obok Jade.
-No hej- szepnęłam do niej. Spojrzała na mnie wrednym wzrokiem i nie odpowiedziała.- Czyżby ciche dni?- zignorowała mnie. Hmm, coś się stało.
Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok, odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam uśmiechniętego Michael'a pokazującego serduszko w powietrzu. Czułam jak się czerwienie.
Zaśmiał się.
-Panie Johnson co pana tak bawi?-zapytała pani Paris.
-Nie ważne- odburknął z kwaszoną miną że musi oderwać ode mnie wzrok.
Teraz ja parsknęłam śmiechem.
-No następna się znalazła- pokazała na mnie- oh te dzieci-wymamrotała i poszła w stronę tablicy.
Po tym jak się skończyły wszystkie lekcje poszłam do domu.Właśnie byłam zapatrzona w jedną z notatek gdy nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę.
-Ally proszę- wyszła z łazienki, podążyłem za nią.
Nagle znaleźliśmy się w jej pokoju, tak bynajmniej myślę.
Usiadła na łóżku i pokazała bym zrobił to samo.
Klapnąłem obok niej i ująłem jej małe dłonie w swoje.
-Jack- wyszeptała.
-Jack co?-zadrżała.
-On..on mnie zgwałcił Michael- zaczęła płakać. Ale chwila, jak to kurwa zgwałcił?
-Jak to Cię zgwałcił- załkała
-Nie chcę o tym mówić- przytuliłem ją. - Proszę pomóż mi zapomnieć- odsunąłem ją od siebie.
-Jak?- wytarła swoje policzki.
-Tak- przybliżyła się do mnie i złączyła nasze usta w pocałunku. Gdy poczułem jej pełne wargi na swoich, przeszedł mnie prąd w dole kręgosłupa. Dziwne.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę.To na prawdę było dziwne nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułem.
Przestała mnie całować.Dlaczego?-Michael?Dlaczego mnie w tedy zostawiłeś??-byłem zdziwiony tym pytaniem.
-Musiałem coś....załatwić-chyba wyczuła że się zawahałem.Dlatego,że widziałem w jej oczach,że mi nie wieży.

-Aha...-tym razem ona się zawahała-Może będzie lepiej jak pójdziesz-zaproponowała wstając z łóżka i podchodząc do pianina.Zaczęła grać.
-Ślicznie grasz.Mówiłaś,że możesz mnie nauczyć?!To ja chętnie z tej propozycji skorzystam-powiedziałem siadając koło niej.
-Mówiłam-chwila ciszy-ale to nie znaczy,że poddam się-zawahała się-tego ryzyka-w tym samym momencie wybuchnąłem śmiechem,ale gdy tylko na nią spojrzałem i zobaczyłem jej twarz smutną.Przestałem się śmiać i spuściłem wzrok.
-Przepraszam- zaczęła ponownie grać.
-Wpadnij do mnie jutro po szkole, nauczę Cię podstaw.- zakończyła piękną melodię.
-Czy ty właśnie mnie wyganiasz?- uśmiechnęła się.
-Właściwie to tak- wstała i skierowała się do drzwi.- No wychodzisz czy nie?-wskazała ręką na drzwi. Na jej twarzy cały czas widniał uśmiech, piękny widok. Wybuchnąłem śmiechem i podszedłem do niej.
-Do jutra piękna- cmoknąłem ją w zaczerwieniony policzek i wyszedłem z domu.
Co za dzień.
-Mówiłam-chwila ciszy-ale to nie znaczy,że poddam się-zawahała się-tego ryzyka-w tym samym momencie wybuchnąłem śmiechem,ale gdy tylko na nią spojrzałem i zobaczyłem jej twarz smutną.Przestałem się śmiać i spuściłem wzrok.
-Przepraszam- zaczęła ponownie grać.
-Wpadnij do mnie jutro po szkole, nauczę Cię podstaw.- zakończyła piękną melodię.
-Czy ty właśnie mnie wyganiasz?- uśmiechnęła się.
-Właściwie to tak- wstała i skierowała się do drzwi.- No wychodzisz czy nie?-wskazała ręką na drzwi. Na jej twarzy cały czas widniał uśmiech, piękny widok. Wybuchnąłem śmiechem i podszedłem do niej.
-Do jutra piękna- cmoknąłem ją w zaczerwieniony policzek i wyszedłem z domu.
Co za dzień.
*Alice POV*
*Następny dzień. Szkoła*
-Przepraszam za spóźnienie- wpadałam zdyszana do klasy i wiecie co jak zwykle wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie.
-Pani Edwards znowu spóźniona- nie wiedziałam- proszę usiąść na miejsce.
Szybko przeszłam do mojej ławki i usiadłam obok Jade.
-No hej- szepnęłam do niej. Spojrzała na mnie wrednym wzrokiem i nie odpowiedziała.- Czyżby ciche dni?- zignorowała mnie. Hmm, coś się stało.
Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok, odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam uśmiechniętego Michael'a pokazującego serduszko w powietrzu. Czułam jak się czerwienie.
Zaśmiał się.
-Panie Johnson co pana tak bawi?-zapytała pani Paris.
-Nie ważne- odburknął z kwaszoną miną że musi oderwać ode mnie wzrok.
Teraz ja parsknęłam śmiechem.
-No następna się znalazła- pokazała na mnie- oh te dzieci-wymamrotała i poszła w stronę tablicy.
Po tym jak się skończyły wszystkie lekcje poszłam do domu.Właśnie byłam zapatrzona w jedną z notatek gdy nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę.
-Ale mnie wystraszyłeś-powiedziałam spojrzawszy na roześmianą twarz Michael'a.
-Bez przesady-powiedziawszy to cmoknął mnie w policzek.I chyba zauważył,że się rumienię ponieważ na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-I jak się czujesz?-zapytał i momentalnie zniknął mi uśmiech z twarzy z jego również.
-Jakoś leci.....Nie rozmawiałam,ani nie widziałam go...od tamtego zdarzenia-nastała bez ręczna cisza.
-All?!-już się boje!-Proszę obiecaj mi,że już nie zrobisz tego więcej?!-wskazał wzrokiem na moją rękę.
-Dobrze-chyba usłyszał zawahanie się w moim głosie ponieważ ponownie przemówił.
-Ale ja serio mówię!!Nie zrobisz ''tego'' już nigdy więcej?!-spojrzałam na niego i przytaknęłam.
-Co dzisiaj robisz?-dość szybko zmienił temat.
-Oprócz tego,że mam lekcje do odrobienia-cisza-A i oczywiście mam na dzieję,że nie zapomniałeś o dzisiejszej lekcji-zaśmiałam się.
-Dzisiaj nie mogę- jak na komendę posmutniałam- ale jutro?- oj dajcie spokój.
-Weź odpuść, co?- odeszłam zostawiając go zdezorientowanego.
-Alicie!- krzyknął. Odwróciłam się i pokazałam mu środkowy palec.
Ruszyłam w stronę domu. Mam już wszystkiego dość.
*Michael POV*
*2h później, dom Alice*
Raz kozi śmierć no nie?
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
-Bez przesady-powiedziawszy to cmoknął mnie w policzek.I chyba zauważył,że się rumienię ponieważ na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-I jak się czujesz?-zapytał i momentalnie zniknął mi uśmiech z twarzy z jego również.
-Jakoś leci.....Nie rozmawiałam,ani nie widziałam go...od tamtego zdarzenia-nastała bez ręczna cisza.
-All?!-już się boje!-Proszę obiecaj mi,że już nie zrobisz tego więcej?!-wskazał wzrokiem na moją rękę.
-Dobrze-chyba usłyszał zawahanie się w moim głosie ponieważ ponownie przemówił.
-Ale ja serio mówię!!Nie zrobisz ''tego'' już nigdy więcej?!-spojrzałam na niego i przytaknęłam.
-Co dzisiaj robisz?-dość szybko zmienił temat.
-Oprócz tego,że mam lekcje do odrobienia-cisza-A i oczywiście mam na dzieję,że nie zapomniałeś o dzisiejszej lekcji-zaśmiałam się.
-Dzisiaj nie mogę- jak na komendę posmutniałam- ale jutro?- oj dajcie spokój.
-Weź odpuść, co?- odeszłam zostawiając go zdezorientowanego.
-Alicie!- krzyknął. Odwróciłam się i pokazałam mu środkowy palec.
Ruszyłam w stronę domu. Mam już wszystkiego dość.
*Michael POV*
*2h później, dom Alice*
Raz kozi śmierć no nie?
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Kurwa ile można czekać?
Postanowiłem wejść przez okno.
Obszedłem prawie cały dom i zobaczyłem Alice w oknie.
Siedziała na parapecie, a jej łzy wolno spływały po policzkach.
Czy to przeze mnie?
Jasne że tak. Pomyśl sobie co będzie się działo jak się dowie że masz ją poderwać.
Dobra nie myśli o tym teraz tylko skombinuj coś żeby Alice Ci otworzyła, albo jak dostać się na górę.
Wziąłem spory kamień i rzuciłem w okno Alice. Taak trafiony. Blondynka najwyraźniej przestraszyła się ponieważ podskoczyła.
Wyjrzała przez okno i jej wyraz twarzy jeszcze bardziej posmutniała.
Spuściła rolety. Kurwa mać.
Stary nie poddawaj się.
Bingo, około jej okna jest drzewo.
Ha. Ha. Ha.
Podszedłem do drzewa i no gładko poszło.
Po chwili znalazłem się w pokoju dziewczyny, lecz nigdzie jej nie było.
Usiadłem na łóżku i postanowiłem zaczekać na dziewczynę.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, pokazała się w nich blondynka z tacą pełną jedzenia.
Gdy mnie zobaczyła wszystko runęło na ziemię.
-Co ty tu robisz?-uśmiechnąłem się.
-Niespodzianka!
*******************
No witamy!
Tak jest świetny.
Do następnego
Ahoj! :)
Kurwa ile można czekać?
Postanowiłem wejść przez okno.
Obszedłem prawie cały dom i zobaczyłem Alice w oknie.
Siedziała na parapecie, a jej łzy wolno spływały po policzkach.
Czy to przeze mnie?
Jasne że tak. Pomyśl sobie co będzie się działo jak się dowie że masz ją poderwać.
Dobra nie myśli o tym teraz tylko skombinuj coś żeby Alice Ci otworzyła, albo jak dostać się na górę.
Wziąłem spory kamień i rzuciłem w okno Alice. Taak trafiony. Blondynka najwyraźniej przestraszyła się ponieważ podskoczyła.
Wyjrzała przez okno i jej wyraz twarzy jeszcze bardziej posmutniała.
Spuściła rolety. Kurwa mać.
Stary nie poddawaj się.
Bingo, około jej okna jest drzewo.
Ha. Ha. Ha.
Podszedłem do drzewa i no gładko poszło.
Po chwili znalazłem się w pokoju dziewczyny, lecz nigdzie jej nie było.
Usiadłem na łóżku i postanowiłem zaczekać na dziewczynę.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, pokazała się w nich blondynka z tacą pełną jedzenia.
Gdy mnie zobaczyła wszystko runęło na ziemię.
-Co ty tu robisz?-uśmiechnąłem się.
-Niespodzianka!
*******************
No witamy!
Tak jest świetny.
Do następnego
Ahoj! :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz