niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział VI

                                                               Rozdział VI:''Wybaczysz mi?''

*Michael POV*
-Ale jak ty tu się dostałeś?-usłyszałem ponownie głos blondynki.
-Drzewo-pokazałem za siebie-Może to posprzątamy?-podszedłem bliżej.
-Tak,tak.A po za tym mogłeś coś sobie zrobić!-usłyszałem w jej głosie troskę.
-No,ale widzisz nic sobie nie zrobiłem-powiedziawszy to schyliłem się,żeby pomóc All.
-Po co tu przyszedłeś?-zapytała stawiając tace i resztę jedzenia na biurku.

-Widzisz pytałaś mi się czy nie zapomniałem.A wychodzi na to,że to właśnie ty zapomniałaś-roześmiała się-To jak nauczysz mnie?
-No nie wiem nie chce mi się teraz za bardzo-wiedziałem,że kłamie.Podszedłem do niej i pocałowałem ją w czoło.A ona jak na zawołanie przytuliła się do mnie.Popatrzyłem w jej jasno niebieskie oczy.Widziałem troskę,wahanie,strach i coś czego jeszcze nie potrafiłem odczytać.
Schyliłem się nad nią i pocałowałem.Nasze języki współpracowały doskonale,całowaliśmy się namiętnie.To nie był taki zwykły pocałunek go nawet nie można był z tym porównać. 

 Bardzo marzyłem żeby to się nie skończyło.Jednak jak na zawołanie blondynka dostała SMS'a.....                                               

-Kto to?-zapytałem się siadając na łóżku.
-Jack-słyszałem,że jej głos drży.
-Co Ci napisał?-zapytałem po czym szybko wstałem żeby zabrać telefon All.
                                 

 *Alice ja strasznie przepraszam.Nie wiem jak to mogło się stać.
 Ale proszę Cię o jedno.Spotkaj się ze mną na szczycie wieży.Jeśli nie
 przyjdziesz za 30 minut skoczę...Nie mógłbym żyć ze świadomością tego
co się stało.Również nie wytrzymałbym bez twojej przyjaźni.

PS :przyjdź sama*

*Alice POV*
Jak to skoczy? 

Muszę tam szybko iść.
Momentalnie weszłam do garderoby i ubrałam bluzę.
-Ally idę z Tobą- NIE!
-Oszalałeś?- pokręcił głową na nie.- Muszę iść tam sama- ubrałam buty.
Już miałam wychodzić gdy nagle Michael złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
Wylądowałam w jego silnych ramionach.
-Pójdę z Tobą- szepnął.
-Michael proszę, zostań będę za ok. 30 minut, poczekaj na mnie jak wrócę to dokończy to co robiliśmy- uśmiechnął się.
-Okej, poczekam- wyszłam z domu.
Biegłam ile sił w nogach żeby zdążyć..
                                     

                             ***
Stałam przed wieżą już zdyszana.
I dlaczego unikałam w-fu?
Dobra Alice teraz nie czas na to.
Szybko weszłam do wieży i już za pięć minut zobaczyłam Jack'a z różą w ręku.
Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się, ja natomiast skrzywiłam się.
Podszedł do mnie i wręczył mi różę. Nie przyjęłam jej.
Posmutniał.
Chciał mnie przytulić lecz ja zrobiłam unik.
Wkurzył się.
-Kurwa Alice chcę Cię przytulić- zadrżałam
-Chcesz mnie przytulić?- poczułam jak po moich policzkach spływają łzy
-Chcę- odsunęłam się od niego.
-Masz mnie już nigdy nie dotykać.- zaśmiał się.- Dlaczego się śmiejesz?
-Oj Alice- przybliżył się.- Przecież wiem że na mnie lecisz- dopiero teraz poczułam od niego alkohol.
-Jack ty piłeś?- zaśmiał się.
-Ja? Niee- wybełkotał.
-Cholera Jack jesteś pijany- otwarłam mokre policzki.- Poczekaj muszę zadzwonić do Michael'a- wyciągnęłam telefon. Jack wyrwał mi go i wyrzucił!.
-Coś ty zrobił!- wrzasnęłam zaśmiał się. Podbiegłam szybko do barierki,ale mojego telefony nie było już w zasięgu wzroku.
-A właściwie Alice czemu miałabyś dzwonić po Michaela?-zapytał kiwając się na boki-Przecież on tylko Cię wykorzystuje-zamknij się!-Nie wierzysz mi?-roześmiał się.
-Co ty w ogóle wygadujesz??Michael nie jest taki-powiedziałam przez łzy.
A Jack podszedł do mnie i upadł na kolana prze de mną.
-Przepraszam,przepraszam.......-zaczął płakać widziałam,że mu zależy,a jeśli on mówił prawdę,że sobie coś zrobi?Nie wytrzymałabym ja go przecież kocham ale jak brata albo najlepszego przyjaciela.Upadłam koło niego i przytuliłam się,ale on jednak po chwili zaczął się wyrywać.Nie zdążyłam się obrócić ponieważ ktoś jebną mnie w tył głowy..

*Michael POV*
Nie to stanowczo za długo trwa.Pobiegłem ile sił w nogach.
       ***
Gdy znalazłem się na szczycie zobaczyłem jak All leży nie przytomna na ziemi.I stojącą nad nią Jade. Podbiegłam szybko do poszkodowanej.
-Co ty zrobiłaś?!-wrzasnąłem na brunetkę.Jednak ona sobie nic z tego nie zrobiła.Właśnie zmierzała ku wyjściu.-Odchodzę od  was nie zamierzam brać udziału  w tym waszym głupim zakładzie.--Brunetka zatrzymała się i odwróciła tylko głowę.
-Jak chcesz! Jeśli odejdziesz powiemy jej wszystko-widać było że płonie nienawiścią do Alice.
Odeszła,a ja zostałem z zranioną All i pijanym Jack'iem na samym szczycie wieży..
     ***
Najpierw wziąłem Jack'a i zaprowadziłem go do pokoju,Później wróciłem po All.
-Cii wszystko będzie dobrze.-zacząłem jej szeptać do ucha.Gdy byliśmy już w domu Alice, położyłem ją na łóżku i  poszedłem do łazienki w poszukiwaniu apteczki.
Po tym jak opatrzyłem jej ranę,postanowiłem jeszcze chwilę zostać.

*Alice POV*
Śnił mi się czarny ptak, ptak który oznajmia Twój koniec.
Podleciał do mnie i zabił.
Dziwne, czy kruk może zabić człowieka?
No nic, otworzyłam oczy i zobaczyłam Michael'a przy pianinie.
Siedział i patrzył w nuty.
-Hej, co robisz?- odwrócił się. Wstał, podszedł do łóżka i położył się obok mnie.
-W końcu wstałaś, coś Cię boli?- czemu miało bym mnie coś boleć?
-Trochę głowa a czemu pytasz, coś się stało?- błądził wzrokiem po mojej twarzy.
-Jesteś taka piękna- przybliżył się do mnie. Pochylił się i cmoknął w usta. STOP musisz wiedzieć co z Jack'iem
-Gdzie jest Jack?- odsunęłam go od siebie.
-Leży zalany w trupa u siebie w domu, zaniosłem go tam a potem przyszedłem po Ciebie- jak słodko- Dostałaś od kogoś w głowę.
-Jak to?- zaśmiał się
-Nie pamiętasz?- ciekawe jak.
-Dobra nie ważne- uśmiechnął się- To co wracamy do tego czego nie dokończyliśmy?- pogładził mnie po policzku.
-Muszę już iść- posmutniałam
-Ohh, um okej- skierował się w stronę drzwi.
-Może przełożymy tą lekcję ma jutro co?- uśmiechnęłam się.
-Jasne, przyjdź - wyszedł.
*Następny dzień(sobota)*
-Hej Alice zejdź tu szybko do mnie-obudziła mnie.
-Już mamo-odpowiedziałam zbiegając ze schodów
-Co to ma być?!!-krzyknęła pokazując na kuchnię.
-Mamo to nic tylko 2 talerze,zaraz posprzątam-odpowiedziałam i weszłam do kuchni.
-Alice!-czego durna sroko.
-No co ?!!!! Przecież idę posprzątać-krzyknęłam na nią.Ona zrobiła tylko wielkie oczy i podeszła do mnie.Uderzyła mnie z całej siły w lewy policzek.
-Nie waż się podnosić głosu w tym domu-suka

Nic nie powiedziałam tylko zalałam się łzami.Pobiegłam do wyjścia.
-Alce gdzie idziesz?! Wracaj tu natychmiast ty niewdzięczna dziewucho-wrzasnęła w drzwiach..I tak jej już nie słuchałam.Biegłam ile sił w noga nie zwracałam na innych uwagi,widziałam tylko prostą drogę przed sobą.W sumie nie wiedziałam gdzie zmierzam,po prostu mam jej dość,ja nie wdzięczna?To ona mnie bije.....Znów zaczęłam płakać.Skręciłam w uliczkę po lewej stronie.
Wbiegłam do lasu i tu się dopiero zaczęło.
                    
Biegłam przed siebie,aż w końcu się potknęłam o wystając gałąź.UPADŁAM.Coś sobie chyba  zrobiłam dlatego,że strasznie bolała mnie ta noga.Oparłam się o najbliższe drzewo i podwinęłam nogawkę spodni.Kurwa była cała spuchnięta.Próbowałam wstać,ale to groziło coraz silniejszymi falami bólu.Po paru minutach postanowiłam zasnąć,odpocząć''Może ktoś mnie znajdzie?'' pomyślałam.Zasnęłam :
                                                                            *Sen Alice*
                                                                                Muzyka

Szłam właśnie przez las...Normalny las nic szczególnego w nim nie było Prawda?
                                    

                                       
           


Piękne są te motyle......Coś jednak nie daje mi spokoju dlaczego tu jest tak cicho?


Wtedy własnie zobaczyłam ją........
                  
****
-Aaaaa-obudziłam się z przerażającym krzykiem.
Na kamieniu  siedział ten sam kruk który mi się śnił.
O KURWA.
Kruk odleciał z kamienia  przeleciał mi nad głową .
Alicie uspokój się, naoglądałaś się 
za dużo horrorów:
-Mamę
-Obecność
-Ring 1 i 2
-Bez litości 1 i 2                              

Kurwa a jak ktoś mnie tu zgwałci.
Znowu zresztą.
Szybko się podniosłam i wyciągnęłam telefon.
Brak zasięgu.
Cholera, jak ja się stąd wydostanę?
To jedyne pytanie na jakie w tej chwili nie znałam odpowiedzi.

********************
No witamy :3
Fajny cnie?
Do następnego!
Ahoj! :)                                            

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział V

                                                     Rozdział V:''Nie niszcz sobie życia''

*Michael POV*

-Co ty wyprawiasz?!-krzyknąłem na nią,ale ona wyrwała mi narzędzie z ręki.I zrobiła 2 szybkie cięcia.


-Czy ty zwariowałaś?!-wziąłem od niej żyletkę i wyrzuciłem za siebie.Nie wiem dlaczego,ale bardzo się przejąłem tym całym zdarzeniem,a gdy zaczęła płakać przytuliłem ją mocno...
Nie zaprotestowała.
Byliśmy w swoich objęciach nie wiem ile dlatego,że straciłem poczucie czasu.Jej włosy pachniały różami.
-A teraz mi powiedz dlaczego to zrobiłaś?-pokazałem na prawy nadgarstek.W tym samym momencie odsunęła się ode mnie i spojrzała przez okno.                                                     
                            

-Nie chcę o tym mówić.- jak to nie chce?
-Ally proszę- wyszła z łazienki, podążyłem za nią.
Nagle znaleźliśmy się w jej pokoju, tak bynajmniej myślę.
Usiadła na łóżku i pokazała bym zrobił to samo.
Klapnąłem obok niej i ująłem jej małe dłonie w swoje.
-Jack- wyszeptała.
-Jack co?-zadrżała.
-On..on mnie zgwałcił Michael- zaczęła płakać. Ale chwila, jak to kurwa zgwałcił?
-Jak to Cię zgwałcił- załkała
-Nie chcę o tym mówić- przytuliłem ją. - Proszę pomóż mi zapomnieć- odsunąłem ją od siebie.
-Jak?- wytarła swoje policzki.
-Tak- przybliżyła się do mnie i złączyła nasze usta w pocałunku. Gdy poczułem jej pełne wargi na swoich, przeszedł mnie prąd w dole kręgosłupa. Dziwne.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę.To na prawdę było dziwne nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułem.
 
Przestała mnie całować.Dlaczego?
-Michael?Dlaczego mnie w tedy zostawiłeś??-byłem zdziwiony tym pytaniem. 
-Musiałem coś....załatwić-chyba wyczuła że się zawahałem.Dlatego,że widziałem w jej oczach,że mi nie wieży.
                                                                
-Aha...-tym razem ona się zawahała-Może będzie lepiej jak pójdziesz-zaproponowała wstając z łóżka i podchodząc do pianina.Zaczęła grać.
                                        
-Ślicznie grasz.Mówiłaś,że możesz mnie nauczyć?!To ja chętnie z tej propozycji skorzystam-powiedziałem siadając koło niej.
-Mówiłam-chwila ciszy-ale to nie znaczy,że poddam się-zawahała się-tego ryzyka-w tym samym momencie wybuchnąłem śmiechem,ale gdy tylko na nią spojrzałem i zobaczyłem jej twarz smutną.Przestałem się śmiać i spuściłem wzrok.
-Przepraszam- zaczęła ponownie grać.
-Wpadnij do mnie jutro po szkole, nauczę Cię podstaw.- zakończyła piękną melodię.
-Czy ty właśnie mnie wyganiasz?- uśmiechnęła się.
-Właściwie to tak- wstała i skierowała się do drzwi.- No wychodzisz czy nie?-wskazała ręką na drzwi. Na jej twarzy cały czas widniał uśmiech, piękny widok. Wybuchnąłem śmiechem i podszedłem do niej.
-Do jutra piękna- cmoknąłem ją w zaczerwieniony policzek i wyszedłem z domu.
Co za dzień. 



*Alice POV*
*Następny dzień. Szkoła*
-Przepraszam za spóźnienie- wpadałam zdyszana do klasy i wiecie co jak zwykle wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie.
-Pani Edwards znowu spóźniona- nie wiedziałam- proszę usiąść na miejsce.
Szybko przeszłam do mojej ławki i usiadłam obok Jade.
-No hej- szepnęłam do niej. Spojrzała na mnie wrednym wzrokiem i nie odpowiedziała.- Czyżby ciche dni?- zignorowała mnie. Hmm, coś się stało.
Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok, odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam uśmiechniętego Michael'a pokazującego serduszko w powietrzu. Czułam jak się czerwienie.
Zaśmiał się.
-Panie Johnson co pana tak bawi?-zapytała pani Paris.
-Nie ważne- odburknął z kwaszoną miną że musi oderwać ode mnie wzrok.
Teraz ja parsknęłam śmiechem.
-No następna się znalazła- pokazała na mnie- oh te dzieci-wymamrotała i poszła w stronę tablicy.
Po tym jak się skończyły wszystkie lekcje poszłam do domu.Właśnie byłam zapatrzona w jedną z notatek gdy nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę.

            
                                         
-Ale mnie wystraszyłeś-powiedziałam spojrzawszy na roześmianą twarz Michael'a.
-Bez przesady-powiedziawszy to cmoknął mnie w policzek.I chyba zauważył,że się rumienię ponieważ na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-I jak się czujesz?-zapytał i momentalnie zniknął mi uśmiech z twarzy z jego również.
-Jakoś leci.....Nie rozmawiałam,ani nie widziałam go...od tamtego zdarzenia-nastała bez ręczna cisza.
-All?!-już się boje!-Proszę obiecaj mi,że już nie zrobisz tego więcej?!-wskazał wzrokiem na moją rękę.
-Dobrze-chyba usłyszał zawahanie się w moim głosie ponieważ ponownie przemówił.
-Ale ja serio mówię!!Nie zrobisz ''tego'' już nigdy więcej?!-spojrzałam na niego i przytaknęłam.
-Co dzisiaj robisz?-dość szybko zmienił temat.
-Oprócz tego,że mam lekcje do odrobienia-cisza-A i oczywiście mam na dzieję,że nie zapomniałeś o dzisiejszej lekcji-zaśmiałam się.
-Dzisiaj nie mogę- jak na komendę posmutniałam- ale jutro?- oj dajcie spokój.
-Weź odpuść, co?- odeszłam zostawiając go zdezorientowanego.
-Alicie!- krzyknął. Odwróciłam się i pokazałam mu środkowy palec.
Ruszyłam w stronę domu. Mam już wszystkiego dość.

*Michael POV*
*2h później, dom Alice*
Raz kozi śmierć no nie?
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz. 
Zapukałem. Cisza. Nikt nie otwiera, spróbujmy jeszcze raz.
Kurwa ile można czekać?
Postanowiłem wejść przez okno.
Obszedłem prawie cały dom i zobaczyłem Alice w oknie.
Siedziała na parapecie, a jej łzy wolno spływały po policzkach.
Czy to przeze mnie?
Jasne że tak. Pomyśl sobie co będzie się działo jak się dowie że masz ją poderwać.
Dobra nie myśli o tym teraz tylko skombinuj coś żeby Alice Ci otworzyła, albo jak dostać się na górę.
Wziąłem spory kamień i rzuciłem w okno Alice. Taak trafiony. Blondynka najwyraźniej przestraszyła się ponieważ podskoczyła.
Wyjrzała przez okno i jej wyraz twarzy jeszcze bardziej posmutniała.
Spuściła rolety. Kurwa mać.
Stary nie poddawaj się.
Bingo, około jej okna jest drzewo.
Ha. Ha. Ha.
Podszedłem do drzewa i no gładko poszło.
Po chwili znalazłem się w pokoju dziewczyny, lecz nigdzie jej nie było.
Usiadłem na łóżku i postanowiłem zaczekać na dziewczynę.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, pokazała się w nich blondynka z tacą pełną jedzenia.
Gdy mnie zobaczyła wszystko runęło na ziemię.
-Co ty tu robisz?-uśmiechnąłem się.
-Niespodzianka!

*******************
No witamy!
Tak jest świetny.
Do następnego
Ahoj! :)






Rozdział IV

                                                                  Rozdział IV: "To nie powinno
                                                      się stać!"


                                                                                    Muzyka
*Alice POV*
Całowaliśmy się przez dłuższy czas,ale Jack wziął mnie na barana i pobiegł do swojego pokoju.Gdy już tam się znaleźliśmy postawił mnie i całując się podeszliśmy do łóżka.
Położyliśmy się Jack szybko ściągną z siebie przemoczoną koszulkę,a później zrobił to samo z moją.

                        

-Jack co my wyprawiamy?-zapytałam dysząc od pocałunku.
-Coś co od dawna chciałem zrobić- ściągnął moje jeansy dlatego zostałam w samej bieliźnie.
-Oj, długo jeszcze?- zaśmiał się po czym wszystko z siebie ściągnął.
Moim oczom ukazał się spory kolega.
-Zrób zdjęcie, będzie na dłużej- czułam jak się czerwienie.
Jack podszedł do mnie i rozdarł moją dolną część bielizny.
-Gotowa?-zapytał na co przytaknęłam.
Jack podszedł do szafki i wyjął z niej małą paczuszkę.
Prezerwatywa. Otworzył paczuszkę i jej zawartość założył na swojego przyjaciela.
-Okej mała to może trochę zaboleć ale pamiętaj jestem przy Tobie- nazwał mnie małą tak samo jak Michael. Jeny Alice nie myśl w tej chwili o Michael'u masz tu Jack'a i do tego zaraz będziecie się pieprzyć!
-Okej wchodzę.- poczułam ciepło jego penisa tusz przy moim wejściu.
 Jeszcze i o kurwa jaki ból. Spojrzałam na twarz Jack'a i w jego oczach nie widziałam tej iskry tylko pożądanie. Cholera jego oczy były czarne.
Po chwili Jack powiększył tempo. Ja już nie chce...
-Jack STOP- nie zareagował- Jack!
-Oj przestań wiem że tego chcesz- pchnął jeszcze bardziej.
-Nie Jack przestań- łzy spływały po moich policzkach
-Dawaj mała dojdź do mnie.- czy on mnie właśnie gwałci?
-Jack przestań, proszę to boli- płakałam
-Wiem że tego chcesz.- wyszedł ze mnie uff.-O mój Boże Alice przepraszam..- szybko wstałam i chciałam się ubrać lecz wylądowałam w silnych ramionach- Przepraszam, przepraszam..- szeptał mi do ucha. Wyrwałam się z jego uścisku i ubrałam się.
-Alice..-zaczął lecz nie skończył.
-Odpuść wychlipałam i opuściłam mieszkanie Jack'a. Chyba się potnę.
                                                                             

*Michael POV*                                                    
-Dobra no to wszystko jasne tak Michael?-zapytał mnie Chad
-Tak.No to ja spadam.Na pewno nie ma teraz jej matki w domu?-zapytałem wahając się.
-Na pewno pojechał na jakieś zebranie nie będzie jej przez 3 dni-odpowiedziała rudowłosa Kate.
Po tym jak się z nimi pożegnałem poszedłem w kierunku domu dyrki.
Nikt nie otwierał dlatego wszedłem.Poszedłem do góry i zobaczyłem przez uchylone drzwi All.
-Hej...-nie dokończyłem bo zobaczyłem co All trzyma w ręce.
-Co ty wyprawiasz dziewczyno?!-powiedziałem i wyrwałem jej żyletkę z lewej dłoni.
                                                                                                
                                                                                

********************
No witamy!
+18
Ahoj! :))


Rozdział III

                                                              Rozdział III:''Zakład''

*Michael POV*
-Więc tak to jest: Kate, Chad i Jason- uśmiechnąłem się do nich.
-Hej jestem Michael..- rudowłosa mi przerwała.
-Ej słuchajcie mam pomysł który dotyczy Ciebie- wskazała na mnie- chcesz być w naszej paczce?- no jasne.
-Tak chcę- Kate zaklaskała.
-Tylko wy moje dzieciuchy nie ma sprzeciwu- wskazała na resztę- więc tak Michael musisz przejść próbę.
-Mogę zrobić wszystko- Jade wysłała mi całusa w powietrzu.
-Pomyślmy...- brunetka jej przerwała.
-Przecież mamy już wszystko ustalone, czyż nie?- Kate przewróciła oczami.
-Nie ten plan nie wypali- jaki znowu plan?.- Mam-krzyknęła Kate- będziesz musiał poderwać córkę dyrektorki- Co?- Zgadzasz się?
-Um, Jasne- Jade odeszła. O co jej chodzi?
                   

                                                                         
                                                                                             










*Alice POV*
-Mamo jestem- zatrzasnęłam drzwi wejściowe.
-Oh kochanie to bardzo dobrze mamy gościa- weszłam do salonu i zamarłam. Na kanapie siedział chłopak który dzisiaj na mnie nawrzeszczał, dziwne był tak samo zdziwiony.
-Hej?- wstał z kanapy.
-Hej, nie wiedziałem że to ty-szepnął mi do ucha, lecz gdy moja mama weszła z powrotem z ciastkami odsunął się ode mnie.
-Mamo dlaczego on tu jest- ups, wkurzyła się.
-Żaden on tylko Michael- podeszła do niego- Michael to jest moja córka Alice- wskazała na mnie.- Alice Michael jest nowy- nie wiedziałam- i potrzebuje Twojej pomocy..- nie skończyła.
-Jakiej?- Kurwa Alice nie wkurwiaj jej bo znowu oberwiesz.
-Słonko nie przerywaj- on tylko stał i się bezczelnie uśmiechał. Dupek- Michael jeszcze się nie odnalazł i jak będzie miał jakiś problem to zwróci się do Ciebie- coo?
-Dlaczego do mnie? Jade jest zawsze chętna do oprowadzania nowych- Michael-dupek wytrzeszczył oczy na imię Jade, dziwne.
-Bo spędzasz czas tylko z Jade lub Jack'iem- no i?
-Co z tego?- zaśmiał się..
- Alice bez dyskusji, dzisiaj pójdziesz oprowadzić Michaela po Paryżu.. Koniec kropka.-
Nie ma to jak dopinka pod koniec dnia.
-Dobrze-powiedziałam zniechęcona
-Choć-pokazałam gestem ręki żeby poszedł za mną.

Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz zaczęłam:
-Właściwie to co ty chcesz zobaczy?Pochodzisz z Paryża prawda?-zamilkł
-Jednak jesteś w błędzie.Jestem tu po raz pierwszy-uśmiechną się ukazując rząd równiutkich zębów.
-No,okej to może najpierw opowiem co o szkole,a między czasie przejdziemy się?-zaproponowałam
-Okej-jest coś w nim,ale jeszcze nie wiem co.
-No to tak szkoła została zbudowana w 19 wieku.Przez moich ''przodków'' sprawowanie władzy w ''La science et de l'énergie'' -nazwa szkoły-jest przekazywane z pokolenia na pokolenie.Wszystkie osoby które ukończyły edukację w tej szkole pracują teraz w jakiś wielkich firmach,lub mają własną działalność-przerwał mi
-Czyli jak ty skończysz szkołę to będziesz jej dyrektorką?-zdziwiło mnie to pytanie.
-Szczerze nigdy o tym nie myślałam.Moją pasją jest muzyka,tak wiem dziwnie to wygląda wszyscy są wielkimi szychami a tu taka jedna wybredna,która chcę być muzykiem.-zaśmiałam się.
-Mhm,czyli jesteś uzdolniona muzycznie?-zapytał
-Można tak to ująć gram na pianinie i ćwiczę balet.Również prowadzę lekcje gry na pianinie-spojrzałam na niego.Nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy,a ja zdążyłam zobaczyć błysk w jego oczach.
-Może kiedyś mnie nauczysz?-zaśmiał się
-Jeśli zdołasz,to czemu nie-popchnęłam go delikatnie.
-Ja nie dam rady?Dla mnie nie ma rzeczy nie możliwych-i tym razem on mnie delikatnie popchnął.
-Dobra,dobra każdy tak mówi,ale tylko na początku.Dobra wróćmy do oprowadzania-poprawiłam sobie grzywkę i spojrzałam na niego.
-No okej-odparł
-Większość nauczycieli jest dość surowych najmilszą nauczycielką jest pani Roberts-nauczycielka historii-Musisz się pilnować żeby nie podpaść panu Zelżnemu-nauczyciel fizyki-A resztą nie musisz się za bardzo przejmować,tylko nie spóźniaj się na lekcje i odrabiaj je w tedy sobie nie narobisz kłopotów.
Znaleźliśmy się właśnie koło wieży Eiffla. Stanęlismy koło barierki i zaczęliśmy dalej rozmawiać.
                                                                                 

                   
           

-Przyjechałeś tu sam czy z rodziną?-zawahał się.
-Umm, pogadamy o tym później okej?- coś tu nie gra.
-No, dobra- uśmiechnął się.- Znasz Jade?
-Nie, dlaczego pytasz- czułam że jest zdenerwowany.
-Gdy wspomniałam o niej w domu to się dziwnie zachowałeś więc pomyślałam..-przerwał mi,
-Nie, nie znam jej!- krzyknął a ja poczułam w oczach łzy. Kurwa Alice musisz płakać zawsze gdy ktoś podniesie głos?- Ally nie chciałem-zaraz jak on mnie nazwał. Ally?
-Jak mnie nazwałeś?-uśmiechnął się.
-Wiesz pomyślałem że dam Ci zdrobnienie. Ally, ładnie no nie?- mój tata nazywał mnie Ally, kurczę czuję jak łzy spływają wolno po moich policzkach.
Niespodziewanie Michael wziął moją twarz w swoje wielkie dłonie i kciukami wytarł mokre policzki.
-Ej mała nie płacz- wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Był zdezorientowany.
-Coś nie tak?-wydukał zaczerwieniony. Słodki widok.
-Nic tylko po prostu, oj nie ważne- zaśmiał się.
-Okej, dasz mi swój numer bo muszę już lecieć.-wyciągnął swój telefon z kieszeni.
-Okej, 789654699(przypadkowy)- wpisał go.
-Mogę zrobić Ci zdjęcie i zapisać?- czemu nie.
-Okej-pstyknął mi przed twarzą.
-Idealnie pa.- i poszedł. Tak po prostu mnie zostawił. Zalałam się łzami.
                                                                                                      



*Michael POV*
Pobiegłem w umówione miejsce,które powiedziała mi Jade. Musiałem być chyba spóźniony dlatego,że Kate była cała czerwona ze złości na mój widok.
-Gdzie ty się podziewałeś?-zarzuciła mnie pytaniem rudowłosa dziewczyna.
-Spokojnie byłem z All-gdy to powiedziałem już tego żałowałem.                                                                                                                                  
-Miałeś z nią tylko pogadać,a nie!Może jeszcze                                
poszedłbyś z nią do łóżka?-zdziwiła mnie reakcja
brunetki stojącej przede mną.
-Nie Jade uspokój się o co Ci chodzi?Miałem tu się z wami spotkać i spotkałem nie wystawiłem was więc nie wiem o co ten cały hałas-powiedziałem jej dobitnie.
-Dobra..nie ważne.Omówmy lepiej plan-powiedziała odchodząc ode mnie i siadając koło Chad'a.
-No to tak ty ją uwodzisz i inne takie.Prześpisz się z nią....Zdobądź jej zaufanie i jak powie Ci jakiś sekret to później wykorzystamy to przeciwko niej-to było trochę dziwne co powiedział Jason trochę przerażające no ale....Co mi szkodzi.

*Alice POV*
Zostałam tam sama.Jednak nie na długo bo po chwili czyjeś ręce zakryły mi oczy.
Obróciłam się gwałtownie. Był to Jack.
-Hej co ty tu robisz?! Sama!?-zawsze się o mnie martwi
-Oprowadzałam tego nowego-odparłam-matka mnie zmusiła.
-No to może zamiast stać tu tak to pójdziemy do mnie?Bo zaraz i tak będzie chyba padać-zaproponował.
-Okej-jak ja lubiłam jak on się uśmiechał.                
                               
                                                                                 
                                               

 Byliśmy w połowie drogi gdy zaczęło padać.My oczywiście,jak byśmy tego nie zrobili nie bylibyśmy sobą.Zaczęliśmy  zachowywać się jak małe dzieci i po chwili już tańczyliśmy w deszczu.
                                            
Tańczyliśmy i wygłupialiśmy się. Po chwili Jack postawił mnie na ziemi
w tedy nasze spojrzenia spotkały się.Ja była wtulona w jego ramiona i nie wiem jak i kiedy on trzymał mnie tak mocno jak bym była całym jego światem.Poczułam jak się rumienię.
Chyba to zauważył ,dlatego że uśmiechnął się szeroko.
                                                   




-Jack co ty wyprawiasz?- zaśmiał się.
-Za chwilę Cię pocałuje- musnął swoimi wargami moje.
-No całujesz czy co?- zbliżyliśmy się ponownie i BUM. Jack pocałował mnie!
Mój najlepszy przyjaciel mnie właśnie całował, co ja najlepszego zrobiłam?

*******************
No witamy :3
długi no  nie? :d
Do następnego!
Ahoj :)
                                                    
                                       
                                             

                 

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział II

                                  Rozdział II:''Nowy uczeń''


*Michael's POV*
-Dobrze,a to jest twój pokój-powiedziała dyrka.-Lekcje zaczynasz od 8:10.Tylko proszę nie spóźniaj się na lekcje.Śniadanie jest o 7:30.Jeżeli będziesz czegoś potrzebował,to moja córka jest do twojej dyspozycji-fajnie tylko mam nadzieję,że ta córka nie wdała się w urodę za matką..
-Dobrze...To ja cię zostawiam-w końcu wyszła..
Rozejrzałem się po pokoju nie była to jakaś wielka rewelacje.Wręcz przeciwnie.Nora zabita dechami.Poczułem wibracje w kieszeni.Wyciągnąłem starą nokię i zobaczyłem,że mam wiadomość od zastrzeżonego numeru :
**Jak nas wkopiesz gliną,nie żyjesz tak jak
i twój brat będzie mógł się pożegnać z życiem.**


*Alice POV*
Alice weź się w garść.To przecież nie
 pierwszy raz jak
 płaczesz 
przez tą rudą szmatę.   
                                       

-Hej Alice.Co się stało?Nie mów mi,że się nią przejmujesz?!Prosiłem Cię żebyś nie zwracała na nią uwagi.-nie no ja go po prostu kocham.-Już wszystko dobrze?-powiedział i otarł moje policzki od łez.
Ruszyliśmy w stronę klasy.Po zajęciach poszliśmy do wielkiej biblioteki zbudowanej w stylu staroświeckim.Po odrobieniu sterty prac domowych.
-Ja jestem już zmęczony nie wiem jak ty,ale ja idę już spać-powiedział wstając.
-Okej
-A ty nie idziesz ?-jak ja lubiłam jak poprawiał swoją grzywkę.
-Nie jeszcze się pouczę na Francuski-na odchodne dał mi causa w policzek.
-Jack zaczekaj!-no kurde no, już wyszedł.

*Jade POV*
-No okej,okej czyli dzisiaj za szkołą o dwudziestej?- właśnie ubierałam się na spotkanie z moimi prawdziwymi przyjaciółmi.
-No tak musisz iść wyrwać tego całego, no wiesz tego nowego-usłyszałam słodki głosik mojej przyjaciółki Kate po drugiej stronię telefonu.
-Znowu, który to już dziesiąty który z kończy ze złamanym sercem?- wkurwiła mnie.
-Oj przestań, to tylko taka zabawa.- wredna małpa.
-Okej widzimy się za chwilkę-powiedziałam z zamiarem rozłączenia się.
-Dobra myszko, nie zapomnij wpaść po nowego pokój numer 104- rozłączyła się.

 Ubrana i gotowa do wyjścia ruszyłam w stronę pokoju wyznaczonego przez Kate.

*Michael POV*
Siedziałem zmęczony tym ciągłym myśleniem.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Kurwa mówiłem dyrektorce że ta jej stuknięta córka ma nie zawracać mi teraz głowy.
-Hej jest tu ktoś?-usłyszałem głos jakieś dziewczyny. Wiedziałem,  że  jej córka ma blond włosy to wszystko. Michael otwórz.

-Mówiłem Twojej mamie że nie chcę pomocy...-zamarłem. Przede mną stała wysoka, piękna brunetka.
-Hej, jestem Jade.-uścisnąłem jej dłoń.- Jesteś nowy więc pomyślałam że się poznany a później zapoznam Cię z moimi przyjaciółmi, Co ty na to?- Zabawić powiada? Chętnie, chętnie.
-No okej-wciągnąłem ją do środka.
-Nie myślałam że zgodzisz się tak szybko-ściągnąłem z niej kurtkę.
-Widzę,że kolega jest bardzo towarzyski-powiedziała i poprawiła grzywkę.
-A żebyś wiedziała! Nie spodziewasz się jak mocno-zbliżyłem się.
    Złapałem ją w tali i nachyliłem się nad nią
i złożyłem namiętny pocałunek,na jej morelowych
ustach.

                                                                           


-Mmmm, jaki słodki-wymruczałem prosto w jej usta.
-Ok przestań już gadać, całuj mnie.- Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Pochyliłem się na brunetką i wbiłem w jej usta. Nasze języki momentalnie odnalazły wspólną drogę.
Ja poznawałem zakamarki podniebienia a Jade rozkoszowała się pocałunkiem. 

Jak dla mnie takie położenie jest dobre. Po chwili nasze języki walczyły o dominację.
Czułem podniecenie zarówno u siebie jak i u Jade, kurwa Michael przestań bo to zajdzie za daleko. Odsunąłem się od dziewczyny i spotkałem się ze spojrzeniem pełnym pożądania.
-To jak poznasz mnie ze swoimi przyjaciółmi czy nie?

********************
No witamy! 

TAAAK wiemy jest boski ^^
i ten ostatni gif. :*
Do następnego :) Ahoj! :)

Rozdział I

                    Rozdział I: "Nieszczęścia chodzą 
                                               parami"


*Michael's POV*

-Shan proszę jedźmy z powrotem do domu- mój brat właśnie szedł w stronę wejścia do mojego największego koszmaru.
-Kurwa mały trzeba było być dyskretniejszym- no ciekawe jak.
Otworzył je. Moim oczom ukazały się dupy w krótkich spódnicach, koszuli i krawacie. Chyba jestem w niebie.
-Widzisz nie jest tak źle- zachęcił mnie Shan.
-Mmm- tak, tak, tak. Nagle poczułem szturchnięcie w ramię.
-Kurwa uważaj jak łazisz- odwróciłem się i ujrzałem niską blondynkę
-Przepraszam- usłyszałem cichutki głosik.
-Oj mały nie przesadzaj, hej jestem Shan- podał jej rękę. Chuj Shan.
-Jestem spóźniona, jeszcze raz przepraszam- odwróciła się i wbiegła po schodach. Dzięki Bogu.
-Tej,jak ty w ogóle się zachowujesz?! Pojebało cie?-mój kochany braciszek odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę i walną w mordę.
-Chyba ciebie pojebało-dostałem drugi cios.
-Nie takim tonem-chuj.Wyrwałem się z jego uścisku i rozmasowałem twarz.
-Dobra nieważne idziesz mnie zaprowadzić do tej dyrektorki czy nie?

*Alice POV*
Biegłam ile sił w nogach żeby zdążyć na ten głupi angielski.
Po chwili wpadłam do sali, oczywiście wszystkie rozmowy zostały przerwane i to ja stałam się "sensacją"
-Pani Edwards znowu spóźniona- wiem nie musisz mi tego mówić stara jędzo.- Siadaj na miejsce, natychmiast- nienawidzę jak podnosi głos.
Właśnie kierowałam się do swojej ławki gdy nagle Kate podstawiła mi nogę i BUM, leżę plackiem na podłodze gdy wszyscy śmieją się w najlepsze. Wszyscy oprócz Jack'a i Jade.
-Uważaj jak łazisz mądralo- odezwała się rudowłosa dziwka i znowu gromki śmiech przebiegł przez klasę. Świetnie.
-KONIEC- oh dziękuje jędzo.- Alice wstawaj i siadaj do ławki- no już nie widzisz.
Okej Alice weź się w garść i podnieś się w końcu.
Zobaczyłam jak Jack podnosi się ze swojego miejsca i kieruję się w moją stronę. NIE człowieku.
-Alice wstawaj-podniósł mnie.
-Dziękuje-podniosłam swoje upuszczone książki i złapałam dłoń Jack'a w swoją- Dzięki glucie-pocałowałam go w policzek i wyszłam z klasy. Musiałam się porządnie wypłakać.

*Michael POV*
-W takim razie chodź za mną Michael pokaże Ci szkołę, plan zajęć, szafkę no i pokój- Pani Edwards uśmiechnęła się do mnie. Okropny widok.
-Taa- wstałem- Na razie Shan- ten kutas też się podniósł.
-Trzymaj się młody- uścisnął mnie i wyszedł. Zostałem sam z kobietą która mnie przerażała.
Panie Boże trzymaj mnie bo upadnę.

********************
No witamy ponownie.
Tak, tak, tak jest świetny.
Liczymy na komentarze ;)
Ahoj :)

Prolog

                                               Prolog:


*Michael POV*


-Kurwa jak to oskarżony, o handel narkotykami?- zdenerwowałem się.
-Panie Johnson mamy świadków którzy twierdzą że widzieli Pana, gdy sprzedawał Pan "towar"- Kurwa jebany dupek.
-Jak to kurwa widzieli?!- walnąłem pięścią w stół.
-Panie Johnson proszę o spokój, bo zrobi się nie przyjemnie- wziąłem głęboki wdech i zacisnąłem pięści.
-Dobrze nawet jakbym handlował to co wtedy? Do pierdla mnie nie wsadzicie, jestem nie pełnoletni- Ten łysy chuj się uśmiechnął.
-Wyślemy Cię do szkoły z internatem.


********************
No witamy. 

Oto prolog, tak wiemy świetny :)
Do następnego! Ahoj :)